Skocz do zawartości
yokq

Jaką wybrać uczelnie ?

Rekomendowane odpowiedzi

Witam 

Zacznę od tego, że jestem studentką II roku logistyki na Wsb w Szczecinie. I od ponad roku myślę nad wyborem drugiego kierunku.

Postanowiłam, że od przyszłego roku wybiorę się na Wyższą Szkołę Zarządzania i Bankowości w Poznaniu na kierunek ZARZĄDZANIE spec. Logistyka lub Psychologia biznesu (jeżeli ktoś posiada jakieś info dotyczące uczelni to bardzo proszę się że mną podzielić opinią, :D). Zastanawiałam się jeszcze nad Gdańską Szkołą Wyższą Ale jednak wygrał WSZiB że względu na odległość.

Mój dylemat polega na tym, że również bardzo chciałabym wybrać się na filologię angielską lub iberystykę(choć jednak bardziej iberystykę xd), ponieważ od pół roku uczę się angielskiego i hiszpanskiego. Wszelkie podstawy już ogarnęłam, a że jestem osobą, która wręcz uwielbia się uczyć, poznawać nowe rzeczy i dla której nie ma rzeczy niemożliwych to z wielką radością i entuzjazmem wybrałbym się nawet i na 3 kierunki:D :D:D Tak, tak wiem, że zaraz ktoś mi napiszę coś w stylu: "Puknij się dziewczyno w głowę i weź się za robotę lepiej" (choć tak na marginesie to już kilka razy roboty szukałam:P) no ale cóż takie moje "zboczenie":D

Co do uniwersytetów. Nie wiem po prostu, który wybrać. Z pewnością kluczową rolę będzie grać odległość, a więc mam do wyboru:

- Uniwersytet Szczeciński (złożę papiery, ale pewnie będzie tak, że mnie odrzucą więc muszę mieć wybrane chociaż 2 uczelnie ) 

- Uniwersytet Adama Mickiewicza (szczerze? Marne szanse) 

- Uniwerstet Mikołaja Kopernika ( nie jestem fanką polityki tej uczelni i nawet mogłabym tam studiować gdyby nie kiepski dojazd) 

- Uniwersytet Gdański (haha, o tym mogę tylko pomarzyć, 50miejsc !!! ) 

- Wyższą Szkołą Bankowa w Gdańsku (znowu bankowa xd ale oczywiście papiery zloze) 

I moja ulubiona 

Wyższa Szkoła Filologiczna we Wrocławiu (gdyby nie ta odległość :((()

I teraz zwracam się o pomoc do Was: 

Jeżeli ktoś z Was studiował filologię (takie jakie wymieniłam) lub zna te uczelnie bądź może również polecić jakieś od siebie, w kierunku jezyka to bardzo proszę o jakiekowiek informację. Będę bardzo wdzięczna :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Abstrahując od tematy, o co chodzi z polityką UMK? Pierwszy raz o czymś takim słyszę? Możesz coś więcej?

Wybór uczelni to wybór miasta do którego chcesz przyjeżdżać. Skoro interesuje Cię Wrocław to tam idź. 

Jeśli chodzi o poziom uczelni i studiów to pewnie UMK i UAM będą miały najwyższy. 

UG ma fajny wydział filologiczny. Na samym końcu pozostaje Szczecin....

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja polecam ci Łódź i Uniwersytet Łódzki. Sam jestem studentem tego wydziału, ale inny kierunek. Mam przyjaciółkę, która studiuje tutaj filologię angielską z językiem hiszpańskim jako dodatkowym i sobie bardzo chwali ;) Łódź sama w sobie jest dużo tańsza niż inne duże miasta w Polsce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale daje też mniejsze możliwości niż takie Trójmiasto czy Poznań. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlaczego Łódź daje mniejsze możliwości niż Trójmiasto? ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem, pomimo ciągłego rozwoju Łodzi jest wciąż miastem mniej rozwiniętym niż całe Trójmiasto, które pod każdym względem jest regionem bogatszym. Kulturowo, turystycznie czy gospodarczo. Trójmiasto się rozwija a w Łodzi z roku na rok ubywa mieszkańców. W ciągu 20-30 lat z Łodzi ubyło 20% mieszkańców. Samo to o czymś świadczy. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co kryje się pod słowem kulturowo? O festiwale - jak Light Move Festival w Łodzi, który przyciąga sporo ludzi m.in. z pobliskiej Warszawy? Szkół filmowych - np. powszechnie znanej łódzkiej szkoły filmowej? Tolerancją - gdzie w każdym większym mieście jest raczej na wyższym poziomie? Kulturą sportu - gdzie na jeden z lokalnych klubów sprzedano więcej karnetów w 3 lidze niż na ekstraklasową Lechię Gdańsk? Ba, Łódź to miasto walczące o organizację Expo 2022. Nie udało się, ale było znacznie bliżej (przegrało paroma głosami z Buenos Aires) niż kiedyś Wrocław.

Turystycznie? Ok, tu się zgodzę, Gdańsk jest atrakcyjny dla niemieckich turystów oraz ze względu na miejsce przy morzu. Gospodarczo? Aktualnie najwięcej biurowców, poza Warszawą, buduje się właśnie w Łodzi. Łódź jest miastem poprzemysłowym (lecz nadal prawdziwą polską stolicą AGD), a obraz miasta - nawet w przeciągu ostatnich 5 lat zmienił się znacząco w porównaniu z innymi miastami, które potrafiły "wyjść z PRL-u" szybciej - stąd też duży spadek liczby ludności w Łodzi w przeciągu ostatnich 30 lat. W dodatku ze względu na CPK i przeniesienia się "centrum" z Warszawy bardziej na zachód otwiera się znaczna szansa dla Łodzi. Dlaczego nawet o takich pomysłach jak hyperloop mówi się wpierw o linii Warszawa-Łódź-Wrocław, a nie Poznań-Warszawa, czy Warszawa-Toruń-Gdańsk?

Średnie zarobki w miastach? Pytanie, jak diametralnie zmieniłaby się ta statystyka, gdyby wykluczyć z rozważań Lotos? :D Mediana zarobków na rok 2015 (wg danych z wynagrodzenia.pl) to: Łódź 3800, Gdańsk 4200, Poznań 4200. I pamiętać trzeba, że 2015 to rok przed "biurowcowym boomem" w Łodzi, więc dane dla 2018/19 mogą być znacząco inne. Kolejna sprawa: jaka jest najważniejsza rzecz, którą chcą mieć młodzi ludzie? Prawdopodobnie większość powie: własne mieszkanie. A w przeliczniku (nie mam źródła, ale jak wpiszesz "ceny mieszkań średnia płaca" w google myślę, ze wyskoczy sporo linków) średniej pensji na ceny za jeden metr mieszkania Łódź wypada znacznie lepiej niż Gdańsk czy Poznań. W dodatku okolice Gdańska - całe Pomorze z wyjątkiem Trójmiasta - staje się nową Polską B.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Light move festiwal? Chodzi Ci o kolejną kopię festiwalu z Torunia? Sky way festiwal? Łódź mogła by się wykazać własnymi pomysłami;) 

Łódź się rozwija i bardzo się zmieniła przez ostatnie 10 lat ale wciąż zostaje w tyle. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czyli Toruń ściąga np. z Berlina? A Łódź z Lyonu, na czym wzorowali się łódzcy autorzy? Już pomijając "rozmach" imprezy w Toruniu a imprezy w Łodzi, to trochę dziko nazywać to kopią ;) 

Rozwija się, rozwija, pomijając już sam fakt że Gdańsk, Poznań (nie wspominając juz o ponad 3 razy mniejszym Toruniu, gdzie liczba mieszkańców także spada), to miasta nadal mniejsze niż Łódź :) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mniejsze ale jednak z większym knowhow. Tak Toruń też wzoruje się na lepszych i bardziej rozwiniętych miastach. Łódź Stara się kopiować, szkoda że już z pomysłów w danej części Polski zrealizowanych. 

Mojego zdania nie zmienisz. Na pewno Łódź na ten moment daje mniejsze szanse rozwoju niż Poznań czy Trójmiasto. Dodam że Łódź straciła 20% populacji a nie marginalne kwestie związane z odplywalem ludności pod miasta. 

Dodam tylko, że dziwnym trafem kiedy w Toruniu powstał Camerimage i się rozrosł to nagle Łódź zapragnęła go mieć też u siebie... dziwnym trafem;) pewnie wzorowala się na Paryżu;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to lecimy dalej ;)

Porównajmy dane z portalu pracuj.pl dla ofert pracy w IT: Łódź - 260, Gdańsk - 281, Poznań - 276, ... , Toruń - 23.

Bankowość? Łódź - 78, Gdańsk - 70, Poznań - 77, Toruń - 33. Tu też te dane w najbliższej przyszłości mogą być jeszcze pozytywniejsze dla Łodzi ze względu na korzystniejszy dla Łodzi przyrost nowej powierzchni biurowej.

Pod względem inżynierii Poznań wypada najlepiej, ale to chyba żadna tajemnica, że inżynierzy najlepiej mają w Poznaniu i na Śląsku. Łódź natomiast pokonuje Gdańsk (163 - 124).

Nikt nie przeczy temu, że Łódź straciła 20% populacji, tylko mówisz cały czas o przeszłości - kiedy w Łodzi poziom bezrobocia był na poziomie 20%, a nie o tym, co może być za parę lat;) Do Łodzi przyjeżdżają nowi mieszkańcy, a multum mieszkań deweloperskich nie jest budowana dla picu.

Łódź została uznana także mianem "Miasto Najbardziej Przyjazne Inwestorom" podczas Gali Eurobuild Awards tuż przed Katowicami i Warszawą.

W dodatku Łódź znajduje się w bardzo pozytywnym położeniu - przy węźle autostradowym A1/A2, w przyszłości pewnie też przy węźle kolejowym, inaczej PKP nie budowałoby podziemnego dworca Łódź Fabryczna i nie drążyła tunelów przez pół Łodzi.

PS. Tego hyperloopa to też Toruniowi byśmy ukradli? W końcu Warszawa - Toruń - Gdańsk to też mogłaby być profitowa trasa. Dziwnym trafem ludzie z kujawsko-pomorskiego wolą jeździć na studia własnie do Gdańska czy Poznania, niż do Torunia ;) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale ja nie porównuje Torunia do Łodzi;) porównuje Łódź do Trójmiasta czy Poznania. 

Podajesz liczbę ogłoszeń o pracę z Gdańska ale czy Gdańsk Gdynia czy Sopot nie ma to większego znaczenia ;) bo pracy szuka się w całym Trójmieście. Więc jeśli porownujesz to podaj sumę. 

Jeśli już wracasz do Torunia to ja szybciej do pracy dojadę do Bydgoszczy niż Ty z jednej części Łodzi na drugą;) więc warto patrzeć na Toruń też przez pryzmat ofert pracy z Bydgoszczy. Camerimage nie skomentowałes... nie chce mi się kłócić które miasto jest lepsze bo mi szkoda czasu. Pisze że od Łodzi lepsze możliwości daje np. POZNAN ALBO Trójmiasto i Jest to moje zdanie. Jeśli Twoje jest inne to super ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To może powinienem też powiedzieć o poważnym projekcie Szybkiej Kolei Miejskiej w Łodzi, który stanie się koniecznością po wydrążeniu tunelu z Fabrycznego na Kaliski - wręcz namiastką metra? Tramwajem może i faktycznie będzie wolniej (mimo że w Łodzi bodajże jest najgęstsza sieć tramwajowa w Polsce), ale autem wątpię - przeczy tez temu Google Maps - ba, z Gdyni do Gdańska też dłużej się pojedzie autem. No i przy Kolei Dużych Prędkości (czy będzie to hyperloop, czy nie) dojedzie się z Łodzi do Warszawy szybciej niż z Torunia do Bydgoszczy, tylko czy o to chodzi, zeby się kłócić, czy Toruń jest sypialnią dla Bydgoszczy, czy Gdańsk dla Gdyni bądź odwrotnie? ;)

Sam projekt kolei dużych prędkości określa, że Łódź jest bardziej znacząca niż Gdańsk, no i oczywiście niż Toruń czy Bydgoszcz ;)

Camerimage? Może powinieneś się zastanowić, dlaczego zorganizowano to potem w Łodzi, a nie w Toruniu? Albo dlaczego LMF gromadzi dwa razy więcej ludzi niż Sky Way?

W roku 2017 Trójmiasto czy Poznań może i faktycznie dają minimalnie większe możliwości. Ale jesteśmy w temacie studiów, które zwykle trwają 5 lat. A jak będzie za 5 lat? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Camerimage? Może warto powiedzieć dlaczego dalej nie jest w Łodzi? Co na ten temat mówi Bogus Linda bo on chyba dość dosadnie ocenił rolę Łodzi;) 

Nie warto się kłócić. Ja piszę swoje zdanie..Moim zdaniem Łodzi daleko do głównych miast w Polsce. I jeszcze sporo musi nadrobić. Łódź inwestuje ale inne miasta nie stoją. Mówisz o kolei itd. A o lotnisku nie wspomnisz.  Mimo wszystko lepiej się lata z Gdańska czy Poznania;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Łodzianie za to ładnie skwitowali słowa Bogusia Lindy - "jestem menelem pierwszego sortu" ;)

To może lepiej zwrócić uwagę na to, co mówi o Łodzi Cezary Pazura?

Lotniska racja, problemy łódzkiego lotniska są spore, ale nie wiem czy wiesz, że CPK będzie między Łodzią a Warszawą. W dodatku kolej jest powszechniejsza w użytku. Póki co, ten rozwój Łodzi jest aktualnie szybszy niż Gdańska czy Poznania. Wiadomo, łatwiej gonić niż uciekać, ale w przeciągu 5 lat ciężko będzie powiedzieć, że Łódź jest zacofana. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A co mieli powiedzieć;) trudno powiedzieć o Bogusiu że jest menelem. Natomiast ja byłem w Łodzi i w pobliżu filmowki strach przejść;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No cóż, Boguś jest torunianinem, a nie jest absolwentem toruńskiej filmówki... a nie ;) Jednak to łódzka szkoła filmowa jest uważana, za najlepszą w Polsce

Łódzka filmówka jest koło ulicy Kilińskiego - jednej z gorszych ulic w Łodzi, no to powiem Ci, ze wiele nie zwiedziłeś ;)

Bo wiesz, to tak jakbym był na Pradze-Północ, a potem powiedział, że Warszawa to miasto meneli. A zapewniam Cie, że w Łodzi jest więcej do zobaczenia niż w Toruniu, który ma do zaoferowania wyłącznie starówkę z różnymi opiniami ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Toruń z różnymi opiniami? ;) wszystkim nie dogodzisz. Do Łodzi jeździłem 6 lat i sporo zwiedzalem. Dla przykładu zdążyło mi się jechać samochodem z uniwersytetu na politechnikę. Co tam raptem 3km i 2 godziny drogi samochodem.... bez komentarza. 

Jeśli uważasz że Toruń ma do zaoferowania tylko starówkę to byłaś w Toruniu palcem na mapie. Byłaś w fortach? Zdajesz sobie sprawę ile ich jest i jak wyglądają? Zdajesz sobie sprawę że w Toruniu była Akademia Marynarki Wojennej do 1939 roku. Zdajesz sobie sprawę że to dawna stolica woj. pomorskiego? Tylko starówka? Byłaś w mlynach, na Barbarce. Czy zdajesz sobie sprawę że w strefie unesco jest cale osiedle bydgoskie. Co Ty za bzdury piszesz...

Cale osiedle jest w strefie unesco a Ty piszesz że tylko starówka...żart. A byles nad Wisla? Litości...

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tuż przed świętami udało mi się dojechać z południowej Dąbrowy na północny Radogoszcz w czasie mniejszym niż pół godziny. Nie wiem jak to możliwe, albo w jakich okolicznościach :) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Patrz jak wyżej. W 25 min jadę do Bydgoszczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trasa wg map Google: Łódź Dąbrowa - Łódź Radogoszcz - 26 minut

Bydgoszcz - Toruń (i to z pominięciem mostu Piłsudskiego, gdzie korkować się lubi) 48 minut

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

48 min do Bydgoszczy to chyba przez Łódź;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Możemy jechać różnym tempem, więc mamy Google są tu obiektywniejsze ;) Bo wiesz, w 45 minut to możesz i Warszawa-Łódź przejechać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No wiesz.... oddali WZ. To tak można mówić. Mówisz o inwestycjach a zdajesz sobie sprawę że rozpoczyna się budowa drogi ekspresowej między Toruniem a Bydgoszcza i podróż ma trwać 25 min

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie do końca zgadzam się z wyborem uczelni pod kątem danego miasta. Nikt z nas nie wie, czy po studiach np. w Poznaniu nie pojedzie za pracą na Śląsk, albo czy nie zrealizuje praktyk studenckich na drugim końcu Polski. Duże miasta zapewniają raczej przyzwoity start i to zwykle starcza na pierwsze kroki.

Natomiast co do sporu łódzko-trójmiejskiego to dużo zależy od konkretnej branży i liczby rąk do pracy. Do Trójmiasta zjeżdżają tłumy z Warmińsko-Mazurskiego i Kujawsko-Pomorskiego, a wielu Łodzian szuka szczęścia w stolicy, co na pierwszy rzut oka może premiować Łódź. Jednak jeśli chodzi np. rynek dla o młodych inżynierów, to jednak Trójmiasto wydaje się być górą ze względu na mniejszą podaż absolwentów. Łódź pozostaje w zasięgu nie tylko PŁ, ale również bardzo dużych PW i WAT, a Mazowsze to wyjątkowo trudne miejsce dla większości inżynierów. W innych branżach oczywiście może być zupełnie inaczej. Niemniej jednak, w Trójmieście nie brakuje miejsc pracy dla speców od logistyki ze znajomością języków.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez Moonie94
      Witam serdecznie internetową brać studencką  Zwracam się z, być może, naiwnym aczkolwiek istotnym w mojej sytuacji pytaniem. Otóż jestem po 3-letnich studiach licencjackich z filologii angielskiej a obecnie kontynuuję naukę ''magisterską'' na tym samym kierunku ze specjalizacją translatorską. Jednakże interesowałoby mnie również napisanie pracy magisterskiej na specjalności literaturoznawczej, również na anglistyce (ta sama uczelnia) i tutaj pojawia się zasadniczy problem - czy po ukończeniu obecnej specjalizacji tj. translatorskiej i uzyskaniu tytułu magistra istnieje w ogóle możliwość aby ubiegać się o przyjęcie na ponowne studia magisterskie na tym samym kierunku (anglistyka) oraz uzyskanie ponownego dyplomu tyle, że z innej specjalizacji? Czy może konieczne byłoby zdawanie wszystkiego od nowa tzn. 3 lata nowego licencjatu kolejne dwa z magisterki? Wiem, że istnieje również opcja studiowania dwóch specjalizacji na raz lecz pracę pisze się wówczas tylko z tej, która została wybrana jako pierwsza. Będę wdzięczna za każdą wskazówkę i wszelkie podpowiedzi!
    • Przez Unreal
      Przez ostatnie trzy lata studiowałam filologię angielską z, uwaga uwaga, projektowaniem i tłumaczeniem gier komputerowych. Nie wymienię tu uczelni ani dokładnej nazwy specjalności, kogo temat zaciekawi, ten z łatwością je odszuka.
       
      Poszłam, bo chciałam czegoś innego niż zwykła anglistyka tłumaczeniowa czy nauczycielska, czegoś co zapewni mi dodatkowe umiejętności, a nie tylko dobrą znajomość języka i wszelkich okołojęzykowych i kulturowych zagadnień. Naprawdę chciałam iść na filologię angielską, uczyłam się intensywnie (ale i z przyjemnością) do matury bez korepetytorów ani kursów i zdałam ją bardzo dobrze. Chciałam czegoś innego, czegoś ciekawego. Ciekawie było, i owszem. Kompetentne nauczanie języka skończyło się po trzecim semestrze, nawet nie z winy prowadzących, po prostu z siatki zaczęły wypadać przedmioty PNJA bez żadnego powodu (przynajmniej dla mnie to był bezsens, reszcie mojej grupy się podobało). Zagadnienia językoznawcze, historyczne czy kulturowe traktowano bardzo po macoszemu, bo przecież byliśmy tym specjalnym kierunkiem, który gry będzie robił i nie można im takimi pierdołami głów zawracać. Co do projektowania gier: w jednym semestrze rysowaliśmy szlaczki na kartkach A3, w kolejnym uczyliśmy się kopiować kawałek obrazka w Photoshopie, potem nagle mieliśmy się nauczyć programowania w pół roku, następnie w pół roku chciano z nas zrobić animatorów bez żadnego wprowadzenia do funkcjonowania modeli 3D (a i zajęcia odbyły się może cztery razy). A pani od „Pisania na potrzeby mediów” powiedziała, że ona się nie zna na grach, więc mamy jej nie pisać o grach. Niemniej jednak nauczanie angielskiego stało na całkiem wysokim poziomie (póki jeszcze miało miejsce), przedmioty tłumaczeniowe były ciekawe, ale mało wymagające z praktycznego punktu widzenia. Przyznaję, że poruszano nietypowe zagadnienia na zajęciach, ale cóż z tego. Czuję, że nie jestem ani filologiem, a co dopiero „gejm dizajnerem”. Zmieniam zupełnie kierunek, w którym chcę się edukować, a naukę oraz swoje zainteresowanie językiem angielskim kontynuuję na własną rękę.
       
      Przedstawiam tu swoją historię, bo 1) chciałam się trochę po ludzku wyżalić i 2) interesuje mnie, czy ktoś jeszcze pokrzywdził się sam poprzez wybór jakiejś dziwnej specjalizacji. A może wręcz przeciwnie, może ktoś ma pozytywne doświadczenia z nietypową filologią, niekoniecznie angielską?
    • Przez Avantasia7
      Witam wszystkich : )
       
      Trochę się rozpiszę ale żeby zrozumieć mój problem i dylematy życiowe muszę to zrobić byście byli w stanie odpowiednio mi doradzić.
       
      Nazywam się Mateusz i mam 21 lat i podczas gdy moi rówieśnicy chwalą się na u obronionymi licencjatami ja ciągle nie jestem ani w pól tej drogi na której być powinienem. Ba… Na dobrą sprawę nawet nie zacząłem co wynika zarówno z mojego charakteru i osobowości jak i problemów psychicznych które mnie dotknęły. Ale po kolei…
       
      Jestem typowym introwertykiem co wynika zapewne z tego, że jestem jedynakiem a to z kolei sprawiło (brak starszego rodzeństwa), że nikt nigdy nie wyrobił we mnie nawyku uczenia się na bieżąco. Zawsze byłem takim zdolnym leniem. W podstawówce i jeszcze odrobinę w gimnazjum to co wyniosłem z lekcji wystarczało nawet do tego by mieć świadectwa z paskiem i uczestniczyć w różnych konkursach szkolnych jednak z roku na rok moje wyniki w nauce były coraz słabsze a braki w nauce wkrótce wyszły na egzaminie gimnazjalnym gdzie z części mat-przyr miałem ledwo 25% a byłem podobno jednym z lepszych w klasie jeśli chodziło o naukę… Przy wyborze szkoły średniej nie poszedłem za moimi najlepszymi wynikami w nauce czyli za językiem angielskim który bardzo lubiłem i WOSem z którego miałem szóstkę w 3 kl. gimnazjum. Nie wiedzieć czemu bardzo chciałem iść na informatykę więc planowałem pójść w tym kierunku do technikum jednak za namową kolegi poszedłem do liceum i wybór profilu to był mój pierwszy poważny życiowy błąd bo poszedłem na profil politechniczny (mat-fiz-inf). Swoją drogą nie wiem jak z takim słabym wynikiem z egzaminu gimnazjalnego się tam dostałem… Mówiąc szczerze jakoś przetrwałem te 3 lata mimo mimo fatalnych wyników z rozszerzonej matematyki i fizyki. Tutaj oprócz tego, że się nie przykładałem zdałem sobie sprawę, że przedmioty ścisłe to nie jest moja mocna strona. Informatykę mieliśmy jaką mieliśmy – czyli więcej jej nie było jak było a jak już była to to na pewno nie był poziom rozszerzony liceum więc i nią straciłem zainteresowanie. Z WOSu mieliśmy nauczyciela który nie potrafił nas zainteresować przedmiotem więc nie dawałem z siebie  wszystkiego, czego teraz żałuję, tak jak w gimnazjum ale jednak czwórkę miałem. Jedyny przedmiot z którego choć trochę się starałem był rozszerzony język angielski co przekładało się na oceny. Co ciekawe z drugiego języka obcego – niemieckiego radziłem sobie podobnie jak z fizyką czyli tragicznie. Nie wiem z czego to wynikało, że jeden język chłonąłem jak gąbka a ten nieszczęsny niemiecki ni jak mi nie wchodził. Zbliżała się jednak wielkimi krokami matura i nadszedł czas by decydować o swojej przyszłości. Nie pisałem na maturze WOSu czego teraz bardzo żałuję. Skupiłem się w pełni na rozszerzonym języku angielskim bo wraz z przyjacielem mieliśmy wielką zajawkę na anglistykę i studiowanie angielskiego w biznesie, jednak za późno się za niego zabrałem co wystarczyło jedynie na 86% z podstawowej matury i 56% z rozszerzonej. Niby wynik nie był zły ale na UJ i Uniwersytet Rzeszowski na które startowałem to było za mało. Ostatecznie poszedłem sam – bez przyjaciela, na anglistykę jednak na mniej renomowaną uczelnię w Przemyślu. Może wszystko by było ok i bym sobie poradził gdyby nie to co  się wtedy wydarzyło w moim życiu.
       
      Niektórzy biorą narkotyki czy mieszają alkohol z czym popadnie i nic im nie jest. Dla mnie jednak pomieszanie piwa z energetykiem okazało się za słabe na moją głowę. Nie będę opisywał co się ze mną wtedy działo bo to nie miejsce na to. Powiem jedynie, że stwierdzono u mnie zaburzenie afektywne dwubiegunowe przez co od 3 lat jestem na słabych psychotropach oraz straciłem przez to swoją wielką miłość. To wszystko się wydarzyło na wakacjach po maturze lecz przed pójściem na studia i ma swoje konsekwencje do dziś. Mimo złamanego serca i rozbicia psychicznego wydawało mi się, że doszedłem do siebie i że jakoś sobie poradzę na tych studiach.
       
      Jak się jednak okazało już na uczelni wszystkie wykłady były po angielsku i jak ktoś coś nie rozumiał bądź nie nadążał to był jego problem. Wyszły tutaj moje ogromne braki w nauce. Co z tego, że w liceum było stać mnie na piątki skoro przez brak regularnej nauki mój angielski nie był wcale taki dobry. Nienauczony systematyczności i samodzielnego dążenia do wiedzy (co na studiach jest koniecznością) nie zakuwałem angielskiego co robić powinienem tylko chodziłem z przekonaniem, że i tak prędzej czy później z tego zrezygnuję. Nie wiem już tak naprawdę skąd u mnie było tyle rezygnacji czy przez to, że to było nie dla mnie czy przez problemy natury psychicznej mimo iż czułem się dobrze i funkcjonowałem jak normalny człowiek na odpowiednich lekach które wcale nie były mocne. Jak myślałem tak niestety zrobiłem. Tuż przed sesją złożyłem rezygnację nawet do niej nie podchodząc przez brak wiary, że mam szanse ją zdać i moje marzenia o angielskim w biznesie prysły jak bańka mydlana.
       
      Miałem jednak ambicje i chciałem coś robić dalej choć ciągle nie wiedziałem co. W międzyczasie załapałem się na staż w straży granicznej jako technik prac biurowych i miło wspominam ten czas. Staż kończył mi się z końcem września więc naturalnie od pierwszego października chciałem iść na studia i nie wiem, naprawdę nie wiem jakim cudem kolega mnie namówił na kierunek ścisły na Politechnice Rzeszowskiej. Nie wiem również jakim cudem się tam dostałem na dzienne studia ale tu nie ma co się rozpisywać bo moje studia trwały zaledwie… jeden dzień. Jak zobaczyłem co na tych studiach będzie czyli moja znienawidzona fizyka i matematyka to z miejsca zrezygnowałem czym pewnie ustanowiłem rekord w długości studiowania. Żeby nie marnować roku chciałem coś robić, gdzieś się zapisać i w oko rzuciła mi się szkoła policealna w Rzeszowie gdzie wtedy mieszkałem – kierunek technik masażysta. Po rozmowie z ojcem który był bardzo zatroskany o mój los zdecydowaliśmy, że może warto spróbować bo skoro mam cierpliwość do haftowania co jest moim takim mało męskim hobby to może i przy takiej żmudnej pracy bym się spełnił. Dopisałem się więc do płatnej szkoły i zacząłem chodzić. Miałem dwa tygodnie opóźnienia więc musiałem nadrobić ale znowu pojawiły się dylematy czy ja się do tego nadaję, czy będę w tym dobry itp. Nie czułem żeby masowanie mi super wychodziło. Na dodatek była tam biologia i nauka o stawach, kościach, mięśniach a i z biologii nigdy czempionem nie byłem. Wystraszyła mnie odpowiedzialność, że taki masażysta musi być poniekąd również lekarzem i po zaledwie półtora miesiąca zrezygnowałem po raz kolejny… Tak naprawdę sam nie rozumiałem po raz kolejny swojej decyzji ale ją podjąłem. Mój ojciec był zły i załamany moja postawą jednak nie odwrócił się ode mnie i ciągle chciał pomóc.
       
      Wróciłem do domu w okolice Przemyśla i szukałem pracy jednak w małym mieście przy dużym bezrobociu o pracę ciężko więc nic nie znalazłem i siedziałem bezczynnie w domu. W końcu ojciec zabrał mnie do Niemiec gdzie od lat wyjeżdżał pracować. Bałem się z moim marnym niemieckim jednak jakoś wytrwałem tam 3 miesiące. Gdy wróciłem całe zarobione pieniądze wydałem na upragniony własny samochód. Nie wiem czy to była dobra decyzja wszystko w niego zainwestować nie zostawiając sobie nic ale miałem przynajmniej dobre auto.
       
      Gdy wróciłem z Niemiec zaczęło się pasmo nieszczęść. Mój ojciec po dwudziestu latach małżeństwa postanowił odejść od mojej mamy. Całym sercem byłem za Nim bo wiedziałem ile przez Nią wycierpiał przez tyle lat – ciągłe awantury, wyzwiska itp. o czym wcześniej nie wspominałem a co mogło mieć również wpływ na mnie i na moje życiowe postawy i decyzje wychowywanie się w piekle małżeństwa moich rodziców. Na domiar złego ze mną też zaczęło dziać się źle. Chciałem być mądrzejszy od lekarzy i na własną rękę szybciej odstawić i tak słabe leki bo wmówiłem sobie, że one nie działają, że dają tylko efekt placebo. Znowu się porobiło źle ze mną lecz tym razem wylądowałem w psychiatryku gdzie byłem tylko miesiąc i wyszedłem na własne żądanie bo od października po raz kolejny miałem iść na studia które tym razem miały być trafnym wyborem.
       
      Postanowiłem iść na psychologię i wydawało się, że to jest naprawdę to co chcę w życiu robić . Lubiłem zawsze pomagać ludziom – wysłuchiwać i doradzać i nie raz słyszałem, że świetny ze mnie przyjaciel, i że mam dużą wiedzę. Zaintrygowało mnie również to ponieważ już kiedyś, jeszcze przed zachorowaniem, interesowałem się rozwojem osobistym co w pewnym momencie mojego życia sprawiło nawet, że z typowego introwertyka stałem się bardziej otwarty na ludzi i nabrałem pewności siebie jednak choroba wszystko zniszczyła. Mówiłem sobie że jak nie to to już naprawdę nic – że to musi się udać bo to mnie naprawdę interesuje. Postanowiłem również, że pójdę na zaoczne studia żeby dodatkowo się zmotywować samemu na siebie zarabiając i odciążyć wreszcie ojca. Dostałem się na UJ o którym zawsze marzyłem. Jednak jak się okazało niestacjonarne to były wieczorowe, nie zaoczne. Sam nie wierzyłem w to, że znajdę pracę którą będę w stanie pogodzić z tymi studiami więc wyszło znowu na to, że ojciec mi wszystko opłacał a ja nie pracowałem jedynie studiowałem. Po krótkim pobycie w szpitalu byłem ciągle lekko pobudzony (tak objawia się u mnie choroba) i naprawdę bardzo mi się spodobało na tej uczelni. Zarówno budynek, sale, zajęcia jak i inni studenci – czułem się jak w domu i miałem ogromną chęć do pracy bo czułem, że to mnie naprawdę interesuje. Niestety los jest okrutny i po 3 tygodniach chodzenia na zajęcia ponownie wylądowałem w szpitalu z powodu niezażywania pewnego leku co wynikało zapewne z mojego pobudzenia i „życiu z głową w chmurach” zamiast twardego stąpania po ziemi. Przymusowo miałem trzymiesięczną przerwę w chodzeniu na zajęcia. Wróciłem, rówieśnicy zaoferowali mi pomoc w postaci swoich notatek i ciągle byłem bardzo pozytywnie do tego nastawiony. Jednak co piękne szybko się kończy. Mój lekarz psychiatra u którego się leczyłem w Krakowie stwierdził, że jestem za bardzo pobudzony i dobrał mi odpowiednie leki które dosłownie mówiąc sprowadziły mnie na ziemię. Dobrze, bo wróciłem do zdrowia i normalnego funkcjonowania, źle bo mój cały zapał zniknął i znowu pojawiły się wątpliwości. Przed sesją próbując się uczyć ciągle miałem w głowie „czy dam radę, czy to ma sens” itp. Zamiast się uczyć to potrafiłem chodzić w kółko i się zastanawiać. Do sesji tym razem jednak podszedłem i na 5 przedmiotów 4 zdałem na oceny 3, 3,5, 4 i 3. Jeden nie zdałem w dwóch terminach i to nie dawało mi spokoju i ciągle żyłem w przekonaniu, że już nie dam rady tego zdać, że to mnie pogrzebie a i inne przedmioty czułem, że zdałem bardziej łudem szczęścia niż własną pracą bo wszystkie testy miały formę pytań zamkniętych. Nie wytrzymałem znowu z własnymi dylematami i mimo iż porejestrowałem się na przedmioty na drugi semestr to początkiem marca tego roku zrezygnowałem mimo iż wszyscy dookoła mówili mi, żebym tego nie robił. Ojciec był zły i nie ma mu się co dziwić ale najbardziej bolało mnie to, że zawiodłem sam siebie. Swoja porażkę i rezygnację uzasadniałem też tym, że źle się czułem w Krakowie, że nie miałem żadnej bratniej duszy itp. ale to bardziej sobie wmawiałem niż naprawdę tak było.
       
      Jednak podjąłem taką decyzję, wróciłem do Przemyśla i zasiliłem szeregi bezrobotnych i po dziś dzień pracy nie znalazłem bo tak tu o nią trudno. Zrobiłem teraz sobie umiarkowany stopień niepełnosprawności oraz będę się starał o rentę socjalną ale marne to pocieszenie bo wolałbym zarabiać własne pieniądze. Co jest dobre, dziwne i głupie zarazem ciągle mam ambicje i ciągle chce zrobić jakieś studia mimo iż naprawdę się tego boję. Byłem u doradcy zawodowego i usłyszałem tylko, że moją drogę powinien mi pomóc obrać psychoterapeuta a nie pani w urzędzie pracy… Doceniła jednak to, że mam ambicje tylko co mi z tych ambicji jak znowu historia może zatoczyć koło tym bardziej, że teraz to już naprawdę nie wiem co powinienem robić, na co powinienem iść i czy na studia czy może lepiej szkoła policealna. Co gorsza chcę iść na coś zaocznie a nawet grosza przy duszy nie mam bo ciągle mnie ojciec utrzymuje ale już mnie naciska, że powinienem się sam utrzymywać i ma rację. Ciągle mi powtarza, ze on jest po to by mi pomóc a nie po to by mnie utrzymywać. Jednak żeby coś zarobić muszę wyjechać do większego miasta bo w Przemyślu znalezienie pracy graniczny z cudem a tam boję się samotności i że znowu sobie z czymś nie dam rady.
       
      Co do nauki to chciałbym coś od jesieni na nowo zacząć ale czy to ma sens? Czy to nie skończy się tak jak zawsze? Co gorsza ciągle pociąga mnie psychologia a to jest pięć lat ciężkich studiów i jak czytam po forach bez gwarancji znalezienia pracy. Myślę jednak znowu również o anglistyce ale albo od podstaw (znalazłem taką we Wrocławiu, ale nie wiem czy są po niej takie perspektywy jak po normalnej) albo żeby sobie zrobić rok jakiś intensywny kurs angielskiego w prywatnej szkole i dopiero wtedy startować bo inaczej bym sobie na pewno nie poradził tym bardziej, że 3 lata prawie nie mam kontaktu z językiem co jest moim kolejnym błędem bo mogłem sobie zrobić sam dla siebie jakiś kurs. A może ani psychologia ani anglistyka? Może warto startować na coś związanego poniekąd z WOSem który kiedyś tak lubiłem? Stosunki międzynarodowe, administracja, europeistyka… Czy warto studiować te kierunki? Czy są po nich perspektywy? A może coś zupełnie innego o czym teraz nie myślę? A może zawziąć się i zrobić psychologię albo anglistykę? Tylko pytanie też czy osoba z takimi problemami jak ja powinna i może być psychologiem. Słyszałem różnie opinie ale ani moja doktor prowadząca ani doradca zawodowy nie wybijają mi tego z głowy mówiąc, ze mogę być psychologiem ale pytanie czy powinienem i czy tym razem bym dał radę i walczył do końca.
       
      Jednak moje najważniejsze pytanie do Was kochani forumowicze: czy warto iść w zaparte i już od jesienie coś próbować czy może warto sobie jeszcze rok odpuścić i np. zrobić kurs językowy, a może poprawić maturę z angielskiego czy napisać z WOSu? Nie chciałbym zmarnować kolejnego roku i wyrzucać kolejne pieniądze w błoto a prawda jest taka, że powoli brak mi pomysłu na siebie. A czy jestem w stanie zrobić studia? Myślę, że jestem. Jak już pisałem jestem leń ale zdolny. Jak będę miał przed sobą coś co mnie interesuje to znajdę sposób by się zmotywować i dać z siebie wszystko. Mogę zrobić jakąś szkołę policealną jedno- lub dwuletnią ale pytanie czy one dają jakiekolwiek perspektywy na rynku pracy. Jedyna ich zaleta jest taka, że są darmowe i zaoczne ale na pewno nie dają tyle co studia. A jeśli już studia to czy zaoczne czy jednak starać się na dzienne by mieć jakąś systematyczność i nie rozpraszać się pracą i brakiem czasu na naukę? Tylko pytanie jak to zrobić by wszystko pogodzić i mieć na to wszystko pieniądze.
       
      Dziękuję jeśli przeczytałeś/-łaś moje wypociny do końca. Wiem, że jestem trudnym przypadkiem i ciężko mi coś doradzić ale każdą radę docenię i przeanalizuję. Co do mojego leczenia prawdopodobnie pójdę na oddział dzienny gdzie będę miał opiekę specjalistów w tym psychoterapeutów i może tam poprzez rozmowę i odpowiednie leki nastawią mnie na odpowiednie tory bym po raz kolejny nie wykoleił pełnego składu pociągu którym jadę przez życie.
       
      Czekam na odpowiedzi i pozdrawiam wszystkich serdecznie : )
    • Przez polyglots
      Pilnie potrzebny lektor języka angielskiego, do zajęć indywidualnych dla dzieci ze szkół podstawowych, gimnazjum i liceum.

      Od 1 października, od poniedziałku do czwartku w blokach zajęć:

      poniedziałek 14:30-16:30
      wtorek 14:00 - 19:00 lub 20:00
      środa 14:30 - 16:30
      czwartek 14:00 - 19:00 lub 20:00

      Zajęcia dla dorosłych grupy 4-6 osób, gotowe materiały od poniedziałku do czwartku w godzinach: 18:15 - 21:30 (2x90min) razem 12 tygodniowo.

      Zajęcia w szkole w Ursusie.
      Mile widziane doświadczenie w korepetycjach, stawka 30 zł. brutto, kontakt: [email protected]
    • Przez Sebastian
      Nowe, darmowe studia magisterskie wyłącznie po angielsku, umożliwiające potem łatwe znalezienie pracy za granicą albo w firmach międzynarodowych? W tym roku załapie się na nie tylko 45 osób. Collegium Polonicum w Słubicach  rekrutuje na studia Master of English and Multicultural Communication in Europe oraz Master in International Relations - Regional and Trans-border Cooperation. Pierwszy z nich to język angielski i komunikacja międzykulturowa w Europie na kierunku filologia angielska. Drugi z programu studiów to specjalności "współpraca regionalna i transgraniczna" na kierunku stosunki międzynarodowe. CP to wspólne przedsięwzięcie Uniwersytety im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i Uniwersytetu Europejskiego Viadrina we Frankfurcie nad Odrą. 


  • Wypowiedzi z ostatnich 10 dni

    • Chodzi o to, że znalazłem te uczelnie, ale chciałem się dowiedzieć, czy będą one w miarę dobrym zamiennikiem tych dwóch uczelni. Nie chciałem polegać na statystykach, dlatego tutaj liczyłem na to, że ktoś mi udzieli informacji na temat tego, czy jak zabraknie mi przykładowo 1% punktów do dostania się na ostatni pobór, to czy iść wtedy na inną w miarę dobrą uczelnię w Warszawie, czy jednak szukać z takimi wynikami z matury innego uniwersytetu, poza Warszawą. Po prostu chcę wykorzystać maksymalny potencjał moich wyników z matur. Wychodzi chyba na to, że w wypadku niedostania się na te dwie uczelnie, będę musiał startować na UE, niestety w Poznaniu.
    • Mamy XXI wiek, ze studentami można porozmawiać przez fejsa. A znalezienie innych uczelni mających ekonomię zajęłoby mniej czasu w Goglach niż pisanie postu tutaj. Ale ok. To zależy, na czym Ci zależy. Jeśli głównie na przedmiotach stricte ekonomicznych i językach obcych, to lepiej wybrać SGH. Na UW będzie więcej matmy (to dobre dla analityka), ale za to z językami słabiej. Ekonomię ma jeszcze UKSW, ale to nie jest tak renomowana uczelnia, a przynajmniej nie w kwestii nauk ekonomicznych, bo na przykład teologię i polonistykę mają dobre. Ekonomię ma SGGW, która niby jest renomowaną uczelnię, ale w zakresie nauk rolniczych i przyrodniczych. Jeśli pójdziesz tam na ekonomię, wszyscy będę wiedzieli, że po prostu nie dostałeś/aś się nigdzie indziej.    Tylko Warszawa wynika pewnie jak w większości takich przypadków, że chłopak/dziewczyna autora/autorki już tu jest. 
    • A co Ci po takich "statystykach". Skoro bierzesz pod uwagę tylko stolicę. To pojedź do tych uczelni i porozmawiaj ze studentami. Zapytaj ich o to co Cię interesuje, zobacz jaka jest infrastruktura.
  • Najpopularniejsze tematy na forum

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.